niedziela, 18 września 2016

Smutna, rozgoryczona sówka.

[EDIT 29.11.2016r.]

Nowy, ostatni już rozdział pojawi się jutro lub w Sylwestra. Ani dnia później.

Pozdrawiam,
Wasza Icamna.


___________________



[Edit 19.10.2016r.]



Nie, naprawdę nie wiem kiedy będzie nowy rozdział.
Wiem, że wiele osób rozczarowałam, ale mi też wcale nie jest z tym łatwo. Myślę o Was i tej historii w każdej wolnej chwili. Wisi nade mną widmo niedotrzymanych terminów i własnej niemocy. Stresuje się za każdym razem kiedy zrywam kolejną kartkę z kalendarza i gryzę paznokcie zawsze wtedy kiedy nie mogę napisać chociaż jednego sensownego zdania.  Nie zapomniałam o Was. Męczę się tym wszystkim bardziej niż Wy.

O jednym proszę pamiętajcie, tej najważniejszej obietnicy dotrzymam - nie skasuje bloga i dokończę opowiadania choćby miał się palić cały świat. Tylko nie wiem kiedy to zrobię...
Bardzo się staram, chociaż wiem, że tego nie widzicie, a większość z Was pewnie myśli, że już nic dla mnie nie znaczycie. To nie tak.


Staram się jak mogę, problem w tym, że naprawdę nie wiem kiedy opublikuje ten ostatni, przeklęty już dla mnie rozdział.  Wiecie, tak naprawdę już go praktycznie napisałam, tylko wiecznie wydaje mi się, że jest z nim coś nie tak. Czytam go i załamuje ręce bo mam wrażenie, że za jego treść zlinczujecie mnie bardziej niż za to czekanie. Opublikować chłam dla świętego spokoju? Nie, to nie w moim stylu, a już na pewno nie rozdział kończący historię trwającą przecież od ponad 8 lat. Choćbym miała spłonąć na stosie nie będę publikować czegoś co samej mi się nie podoba. Dlatego tyle to trwa, wciąż próbuję go naprawić, wciąż próbuję coś dodać i zmienić, żeby było idealnie, tak jak wymarzyłam to sobie dawno temu, ale chyba już nie potrafię włożyć w niego tyle serca jak kiedyś. Staram się odnaleźć spokój i radość pisania, ale boje się, że to bezpowrotnie minęło. Boję się tym mocniej im szybciej mijają dni, a presja i rozgoryczanie czytelników rośnie.

Doceniam Was i Wasze opinie, ale zawsze powtarzałam, że bloga zaczęłam pisać głównie dla siebie, a nie dla lajków i uznania. Miała to być odskocznia od realnego, nieraz męczącego życia, tymczasem presja publikacji na planowany czas sprawiła, że jest zupełnie odwrotnie. Zamiast cieszyć się z pisania, teraz po prostu się męczę. Nie ma już żadnej radości i spełnienia, nie ma nic, tylko ten przeklęty wiszący nade mną mijający czas. Wierzcie mi, to okropne uczucie, zwłaszcza wtedy kiedy tak nachalnie łamie się dane obietnice, tak jak robię to ja.


Prosiłam Was o to wiele razy, ale proszę jeszcze ten jeden, ostatni raz - bądźcie wyrozumiali. Większość osób, które krytykują mnie za niedotrzymywanie terminów nawet nie znalazła minuty by skomentować jakikolwiek inny rozdział. Tymczasem ja poświęciłam Wam wiele lat, miesięcy, tygodni, dni, nocy, godzin i chwil.

Wierzcie mi lub nie, ale pisze rozdział w każdej wolnej chwili, niestety nie mam ich zbyt wiele. Bóg mi świadkiem, że chce dokończyć tego bloga, ale mam też inne priorytety - obecnie jest dla mnie ważniejsza praca, której wciąż się uczę, rodzina, którą zakładam, mieszkanie, które remontuje, a gdy mam już jakiś wolny wieczór lubię się spotkać ze znajomymi, chyba tak jak każdy....
Nie mam 13 lat, nie mam beztroskiego życia i nadmiaru wolnego czasu do wykorzystania po szkole. Co chwilę wyjeżdżam służbowo, w ten weekend również mnie nie było i na pewno jeszcze w tym miesiącu gdzieś wyjadę. W dodatku mieszkam z narzeczonym, który nic nie wie o moim blogowym świecie i rzadko mam okazję by w spokoju i tajemnicy dokończyć tą, tak ważną dla mnie, historię. Proszę byście o tym pamiętali zanim znów zaczniecie wysyłać mi obraźliwe maile, a takich pojawia się coraz więcej. 


Prędzej czy później opublikuje ten rozdział, mam nadzieję, że do końca miesiąca.
Jak będzie naprawdę? Nie wiem.
Czemu w ogóle pisze planowaną datę skoro jej nie dotrzymuje? Bo gdy jej nie pisałam denerwowałam Was jeszcze bardziej i otrzymywałam jeszcze więcej negatywnych wiadomości na mój temat niż obecnie.

Wierze, że może Was męczyć ciągłe zaglądanie na bloga w poszukiwaniu nowego rozdziału, dlatego mam propozycję:  


Tym osobą, którym zależy i które chcą jeszcze trochę poczekać, a nie chce się wchodzić na stronę proponuje byście pod komentarzem lub na poczcie zostawili do siebie jakiś namiar: mail, telefon, adres pocztowy, link do swojej strony, numer buta, cokolwiek. Gdy już opublikuje ten ostatni rozdział i zakończę opowiadanie powiadomię Was osobiście. Jeśli ktoś chce nadal tu zaglądać bez wcześniejszego powiadamiania będę bardzo szczęśliwa, a gdy dojdzie do tego magicznego dnia publikacji ta osoba będzie (mam nadzieję) miło zaskoczona.


PS: Dziękuję zarówno stałym jak i komentującym oraz cierpliwym czytelnikom, którzy wciąż sprawiają, że jeszcze nie rzuciłam tego w cholerę. Amen. 

PS2: Przepraszam za ten wybuch gniewu. Nie chciałam nikogo urazić. Miałam okropny dzień w pracy, w domu pokłóciłam się z narzeczonym, potem weszłam na blogowego maila i zobaczyłam obraźliwe wiadomości z ostrą krytyką na mój temat. Musiałam dać upust frustracji. Przepraszam.




Wasza beznadziejna Icamna.